Pierwszą imprezą jaka została zorganizowana przez horrora był 3dniowy przegląd twórczości demoscenowej. Wszystko odbywało się w toruńskim klubie eNeRDe w dniach 28-30.11.2008.
Poniżej znajdziecie krótki tekst o demoscenie, dzieki któremu( mam nadzieję :-) temat będzie dostępniejszy i może kogoś jeszcze zaintryguje.
Niniejszy tekst znajduje się również w najnowszym numerze "Artluka" serdecznie polecam.
DEMOSCENA. Sztuka prosto z komputera?
Demoscena to przede wszystkim środowisko, swoista komputerowa subkultura, którą wyróżnia długa, bo prawie trzydziestoletnia tradycja istnienia. Pierwsze spotkania ludzi identyfikujących się z tą społecznością datowane są na lata 80-te ubiegłego wieku, w Polsce początek przypada na lata 90-te. Długo przed tym, zanim globalna sieć uczyniła komunikację natychmiastową, demoscena tworzyła swoje produkcje na pierwszych komputerach 8- i 16-bitowych (ZX Spectrum, Atari XL/XE, Commodore 64, Amstrad). Obecnie, z racji rozwoju komputerów, głównie używanymi platformami są PC’ty (Personal Computer), jednak silnym pozostaje nurt ludzi tworzących swe dema, za pomocą tzw. emulatorów[1], które niejako wskrzeszają stare sprzęty określane dziś jako deathmedia[2]. Środowisko demosceny to ludzie zafascynowani możliwościami, jakie mogą „wycisnąć” z danego sprzętu. A „wycisnąć” potrafią naprawdę wiele, niejednokrotnie zadziwiając twórców komputerów. Dowodem tego jest fakt powstawania dem na konsole (PlayStation, Xbox). Cechą wspólną dla całej Demosceny jest fakt, że ludzie z nią związani robią to wszystko przede wszystkim dla przyjemności i zabawy. Jak każda subkultura także demoscenowcy organizują własne zloty i imprezy - demoparty. Spotykają się na nich twórcy działający na wszystkich odmianach sprzętu[3], party te nazywa się multiplatformowymi. Głównymi punktami programu takiego zlotu są tak zwane competitions, czyli konkursy na najlepszą produkcję w danej kategorii. Kategorie z kolei dzielone są według różnorodnych kryteriów, np.: sprzętu, rozmiarów danych zawartych w produkcji, niejednokrotnie liczonych jedynie w kilkudziesięciu kilobajtach, czy tez języka programowania.
Tworzenie pierwszych dem polegało na napisaniu programu, którego zadaniem było np. wprawienie widocznego na ekranie monitora tekstu w określony ruch. Nazywa się to także kodowaniem i w linii prostej wywodzi się z piractwa komputerowego (sic!). Późniejsza twórczość pokazuję jak bardzo zmieniały się możliwości komputerów. Scenowcy zaczęli łączyć się w grupy specjalistów od grafiki, muzyki i kodowania.
Kluczową rolę w produkcjach demoscenowych odgrywa czas rzeczywisty. Zanim obejrzymy demo w oryginalnym formacie człowiek musi zapisać informacje określające muzykę, grafikę i animację za pomocą precyzyjnie wygenerowanego kodu. Czas rzeczywisty, to ten, podczas którego komputer przelicza- odczytuje przekazane mu dane. Można powiedziec, że dopiero po około 2-3 minutach, w zależności od typu sprzętu, twórcy mogą zobaczyć w pełni swoje dzieło. W wypadku dem owszem stosuje się pewne sztuczki, które umożliwiają np. na wiekowym C64 płynne animowanie obiektów, ale czas rzeczywisty w demach to nie 2-3 minuty obliczeń, ale: tu i teraz – animacja która widzisz na ekranie jest właśnie TERAZ generowana. Owe 2-3 minuty prekalkulacji to zazwyczaj generowanie tekstow i tabel (np., sinusa) – bardziej wspomaganie.
Sposób komunikacji z komputerem przypomina rozmowę z obcokrajowcem, która jest dla niego niezrozumiała do momentu, gdy nie zaczniemy mówić jego językiem. Demoscenowcy znają język programowania, kody, jakimi należy się „porozumiewać z komputerem”, wykorzystując swoją wiedzę, wydają mu polecenie, a jego wykonaniem jest demo. Cóż w tym fascynującego? To, że całość wykonywana jest na żywo! Jest to zjawisko, które nie istnieje praktycznie nigdzie indziej w sferze programowania komputerowego (programy do grafiki i animacji komputerowej).
Twórczościom demoscenowym nie można odmówić walorów artystycznych. Są to bardzo często dokładnie przemyślane i perfekcyjnie dopracowane produkcje. Zagłębienie się w wiele różnorodnej proweniencji dem odkrywa ludzką, już nie stricte informatyczną, twarz demoscenowca. Starsze dema, te początku lat 80-tych często nawiązują do ówczesnych gwiazd podkultury np. Burt Reynolds (Commodore 16 „threeve”), Blues Brothers (Commodore 16 „Shade” ) De facto nawiązania są dziś raczej marginalne, to odosobnione przypadki. Jednak niewątpliwie scena miesza się z popkultura – czerpie z niej inspiracje, czasem wykrada pomysły. Związek ten jest ścisły, ale jednostronny (vide sprawa z Timbaladem)
Jednak w przeważającej większości są to motywy kojarzące się z wprawioną w ruch geometryczną abstrakcją. Nasuwają się tu bezpośrednie skojarzenia z opartem. Nie brakuje także nasyconych muzyka rave psychodeliczno – transowych produkcji. Najbardziej zdumiewającą jest jednak grupa dem kodowanych na współczesnych komputerach posiadających ultrawydajne procesory. Są to quasi realistyczne rozbudowane przestrzenie fantastycznych budynków, miejskich ulic, których eklektyczny klimat łączy ruiny spalonego Rzymu, posępną aurę E.A. Poe i futurystyczne wizje świata. Każda z tych produkcji, niezależnie czy stworzona na Amidze czy PC charakteryzuje się doskonałymi kompozycjami, wyczuciem estetycznym oraz niebanalną wyobraźnią tworzącego.
Demoscenowcy swoją twórczość często porównują z performance, odżegnując się, słusznie, od netartu. Za performance przemawia fakt tworzenia dem w czasie rzeczywistym, oglądu procesu tworzenia oraz oczekiwania na efekt. Demoscena natomiast nie wymusza interakcji z odbiorcą a Internet traktuje jedynie jako medium, za którego pomocą mogą się porozumiewać scenowcy i wymieniać między sobą swoje produkcje.
Jak wygląda demoscena na arenie cybersztuki? Demoscenowcy nie nadają swoim produkcjom wartości artystycznych, nie łączą jej ze sztuką. Specjaliści od cyberkultury nie poświęcili jej dotychczas zbyt wiele uwagi. Z kolei specjaliści od nowych mediów nie zajmują się językiem programowania. Zapewne wynika to z faktu, iż przykładowe demo niczym z pozoru się nie różni od wizualizacji, jakie może każdy obejrzeć w programie Windows Media Player. Aby zrozumieć, na czym polega urok i artyzm dem należy zagłębić się w specjalistyczny informatyczno-matematyczny język lub chociaż zadać sobie trud pobieżnego zgłębienia różnicy pomiędzy tworzeniem kodu wyświetlającego efekty w czasie rzeczywistym, a zabawą w prostym programie graficznym. Ma się to tak, jak gotowanie obiadu z prawdziwych produktów do dań instant.
Demoscena jest tworem czasów technolultury, tworzy wszystko w oparciu o hardware i software, spaja w sobie technologię, naukę i sztukę. Czy jest zatem cybersztuką?[4]
[1] program komputerowy, który duplikuje funkcje jednego systemu informatycznego w innym, dzięki czemu ów drugi system zwraca te same rezultaty, co pierwszy. Mówimy wtedy, że pierwszy system jest emulowany przez drugi. Tu: program umożliwiający uruchomienie dema np. na Amigę przy użyciu komputera PC.
[2] Ewa Wójtowicz w Tekstyliach bis. Słowniku młodej kultury określają je jako dead media. Za: „Tekstylia bis. Słownik młodej polskiej kultury”, Kraków
[3] Każdy sprzęt, którego podstawą działania jest oprogramowanie nadaje się do stworzenia dema: kasa fiskalna, gameboy, kalkulator etc.
[4] Pierwszą próbą skonfrontowania demosceny ze sztuką – nowymi mediami było zorganizowane w dniach 28-30. 11. 2008, przez toruńskie Stowarzyszenie Artystyczno – Kulturalne Horror Vacui, wydarzenie kulturalne pt. „ DEMOSCENA. Sztuka prosto z komputera.”. Organizatorzy skupili w jednym miejscu demoscenowców, historyków sztuki i wszystkich zainteresowanych współczesną sztuką digitalną.

Gratuluje podjęcia tego jakże ciekawego tematu :)
OdpowiedzUsuńPoniżej link do jeszcze jednego artykułu opisującego owe zjawisko.
http://biter.bartoszrakowski.com/index.php/2008/04/14/dzielo-na-64kb/